sobota, 13 lipca 2013

Katowice.

Cześć,

przepraszam aż za TAKĄ ciszę na blogu. Po trzech przeprowadzkach i kilku zawirowaniach w końcu mam czas, aby coś napisać.
Dwa tygodnie temu zacząłem staż w Katowicach i dopiero teraz zacząłem ogarniać wszystko inne co niezwiązane z nowymi obowiązkami.
Nigdy nie byłem fanem Katowic i nie wygląda na to, aby w bliskiej przyszłości uległo to zmianie.
Obiecuję, że w tym tygodniu pojawi się jakiś konkretniejszy wpis i parę (może głupich i błahych) zdań na temat co mnie dziwi, przeraża i fascynuje w tym mieście.
Apel: gdyby ktoś coś wiedział na temat fajnych wydarzeń, wernisażów, wystaw, miejsc itp odbywających się w tym mieście- napiszcie w komentarzach. W końcu spędzę tutaj trochę czasu, a nie tylko pracą człowiek żyje:)

SG


niedziela, 23 czerwca 2013

Się zakochać.

Cześć,

mam nadzieję, że już część z Was jest już po sesji. Ja niestety nie należę do tego grona (jeszcze). Na dodatek rozłożyło mnie coś grypo-podobne. Polecam iść na egzamin naćpanym polopiryną. Nigdy nie dochodziłem do takich wyszukanych wniosków, a słowa i definicje same się mi w głowie układały. Być może było to spowodowane tym, iż wszystko było mi obojętne. Nie stresowałem się, a jedyne co mi siedziało w głowie, aby jak najszybciej znaleźć się w łóżku i odpocząć.

Tytuł dzisiejszego posta nie jest przypadkowy. Każdy chce się zakochać i być kochanym. Ja swoje serce zostawiłem we Francji.
Będąc tam kilkakrotnie, ten kraj nigdy nie przestał mnie fascynować i zadziwiać. Może nie zabrzmię jak prawdziwy patriota, ale chciałbym być Francuzem, albo mieć ciotkę do której mógłbym jeździć podczas każdych wakacji czy ferii.
Swoją przygodę zacząłem od dwutygodniowej wymiany szkolnej będąc jeszcze w gimnazjum. Nie zapomnę nigdy jak przez "przypadek" zajadałem się móżdżkiem jagnięcym, nie wiedząc za bardzo co to jest. Gdy papa Rene, tak nazywałem ojca mojego kompana z wymiany, uświadomił mi kalecząc po angielsku, że jest to "inside head". W tym momencie przestało mi smakować.

Dostaje hopla na widok wszystkiego z niebiesko-białą-czerwoną flagą. Zgadnijcie u kogo w pokoju wisi empikowski plakat z wieżą Eiffela -.-

Dziś będzie o pewnej książce, która przypadnie do gustu każdemu fanatykowi.
"Zakochany Paryż" napisana przez Oliviera Magny.

Gdy zobaczyłem tytuł, od razu zaświeciły mi się oczy. Nawet się nie zastanowiłem, a już wychodziłem z księgarni z uśmiechem na twarzy nie wiedząc dokładnie co kupiłem.
Jak się później okazało, jest to zbiór wskazówek, opisów czy legend na temat francuskiego narodu.
Nie jest to typowa książka, którą się czyta od deski do deski, a tak na prawdę sięga się po nią od czasu do czasu, aby wróciły wspomnienia i zabawne historie.
Z ręką na sercu- wiele tych sytuacji i opisów ma miejsce w rzeczywistości. To jak Francuzi traktują przyjezdnych, czy zabawnych ludzi, czemu tak się ubierają a nie inaczej, dlaczego prowadzą taki tryb życia czy kochają paryskie metro.


Każdy rozdział kończy się "wskazówką" podpowiadająca jakby zachował się Francuz w danej sytuacji i przykładowym zdaniem, które na pewno padłoby z jego ust.


Całość została wydana w prosty i przejrzysty sposób. W środku znajdziemy kilka fotografii, niestety
czarno-białych. Zastanawia mnie tylko fakt, dlaczego redakcja postanowiła użyć różowego koloru do wydruku tytułu. Nie mam klapek na oczach, czy różowstrętu, jednak wydaje mi się, że przez to książka jest adresowana tylko do kobiet. Oryginalne wydanie jest utrzymane w czarno-czerownej kolorystyce, a cała oprawa wydaje się być bardziej przystępna i "francuska". Mały minus dla polskiego wydawcy.


SG


niedziela, 26 maja 2013

Potrzeba- matką wynalazku.

W moim przypadku, potrzeba była źródłem inspiracji i motywacją.

Cześć,
nie bez powodu mój poprzedni wpis dotyczył procesu tworzenia czegoś.
Bluza. Czy ktoś coś stworzył bardziej uniwersalnego? W dzisiejszych czasach, przy odrobinie dobrego smaku i wyczucia, można ją "zaaranżować" na milion sposobów.
Co Nam może w tym przeszkodzić?
Cena. Zdecydowanie cena przekraczająca, w moim przypadku, studencki budżet.
Co student robi jak nie ma pieniędzy?
Kombinuje.
Otóż tak. Od dawna marzyła mi się bluza marki MISBHV. Prosta forma, biała baza, czarne wykończenie i detal nawiązujący do odzieży sportowej- coś dla mnie. Cena: ok 60 euro (240 zł). Dużo. Za dużo.

Mógłbym na palcach dwóch dłoni i całej mojej grupy dziekańskiej zliczyć liczbę godzin poświęconych na poszukiwania czegoś podobnego w Lumpeksach i innych dziwnych miejscach.
Na dodatek, znajomy niedawno dokonał zakupu u konkurencji wyżej wymienionej marki  bluzy za "banalną" kwotę 179 polskich złotych. Pierwsze na co zwróciłem uwagę- skład materiału. 100% poliester. Było to do przewidzenia, jednak z doświadczenia wiem, że poliester poliestrowi nie równy.
Po mniej więcej dwóch tygodniach normalnego użytkowania i kilku ręcznych praniach, "bluza", a raczej to co z niej zostało, wyglądała jak szmata. Przepraszam za słowo. Zmechacona, zżółknięta,a w paru miejscach poliester się rozwarstwił.
Czy w dzisiejszych czasach "marka" to tylko marka? A co z jakością? Dbaniem o klienta, pocztą pantoflową? Czy cena nie powinna iść z jakością w parze? (może dla kogoś kwota rzędu 180 zł, to kolejna paczka wacików, jednak dla mnie to, kolokwialnie mówiąc, kupa kasy). Zostawię Was z tymi pytaniami.

Nie mam tutaj na celu antyreklamy. Jest to tylko obiektywna ocena zwykłego chłopaka.

Wracając do tematu. Będąc w Łodzi dostałem kawałek materiału. Był on na tyle dziwny, ponieważ składał się z trzech warstw, że nie wiedziałem co z nim zrobić. Pewnego dnia wpadłem na jakże znowu odkrywczy pomysł, aby wykorzystać go do stworzenia, a raczej uszycia bluzy. Bluzy takiej jak chcę.

Nie wspominałem jeszcze, ale czasami bawię się maszyną nie wiedząc do końca co z tego wyjdzie.
Efekt końcowy poniżej:






Może w tym momencie zabrzmię próżno, ale jestem z siebie dumny. Sam stworzyłem wykrój, kroiłem materiał i własnoręcznie pozszywałem. Bluza ma parę mankamentów, jednak następnym razem ( a będą) nie popełnię ich. Cena: 20 zł.

Da się? Da.

A teraz coś z innej beczki.
Anja Rubik. Kto nie zna tej kobiety?
Kobieta, która pokazała, że o marzenia powinno się walczyć, a sukcesu nie trzeba budować na skandalach.
Dziś jest na szczycie i każdy się o nią biję.
Kilka dni temu został stworzony przez redakcję, chyba najbardziej cenionego serwisu modelingowego, MODELS.com artykuł w całości został poświęcony Anji.
Przy okazji powstała świetna sesja zdjęciowa, oraz zebrano kilka ciekawych opinii na temat modelki.
Klikając na poniższy obraz, możecie w całości obejrzeć i przeczytać artykuł.
Zapraszam.


SG.

sobota, 18 maja 2013

Jak to jest zrobione.

Cześć,

wiem, że nawalam w kwestii publikowania porządnych postów, jednak zbliża się sesja, a projekty same się nie zrobią.

Ku niezadowoleniu moich rodziców, od dziecka uwielbiałem rozkręcać wszystko i sprawdzać jak coś wygląda od podszewki. Później często po domu poniewierały się rozłożone na części pierwsze radia, piloty TV, buty itp. Ciekawość- pierwszy stopień do piekła. Ja już go chyba dawno przekroczyłem. Ba, mnie zapewnili windę tam na dół.

Od dawien dawna na kanałach Discovery jest emitowany program "How it is made". Ręka do góry, kto się nie złapał na tym, że z otwartymi ustami patrzył jak produkuje się kije golfowe, czy gitary.
Pamiętam swoje przerażenie, gdy natrafiłem na odcinek w którym "produkowali" małe kurczaki (jeszcze żywe). O zgrozo, jak oni nimi tam rzucali. Dziw, że żadna pro organizacja się do tego nie przyczepiła, ani nikogo nie oblała sztuczną krwią. Ciarki mnie przechodzą jak o tym pomyślę.

Dziś chciałbym Wam zaprezentować kilka filmików, które pokazują jak coś jest uszyte. Ów klipy nie tylko zachwycają "przedmiotem reklamy", jednak cała produkcja jak i realizacja są sfilmowane w fantastyczny sposób. Uwielbiam po raz setny oglądać tego typu filmy zachwycając się każdym szczególem. Wybrałem kilka dla Was, które uważam za najlepsze.

Pierwszy film: kardigan od Chanel. Czy dźwięk ciętego materiału nie jest jednym z najpiękniejszych dźwięków jakie słyszeliście?


Pozostając przy Chanel. Która z Pań nie śni o idealnie skrojonym już legendarnym czarnym żakiecie z francuskiego domu mody?


Coś dla mężczyzn. Loafersy. Klasyka, która nigdy nie wychodzi z mody. (choć znaczek LV mógłby być w tym wypadku trochę mniej wpadający w oczy).


Na koniec moja perełka.
Piotr Stokłosa. Podejrzewam, że niewielu Wam mówi coś to nazwisko. Otóż, ten człowiek jest odpowiedzialny za zdjęcia filmów "how it is made" dla Diora. Zdziwieni? Sami zobaczcie i oceńcie. Ostrzegam- to uzależnia.

Lady Dior- torebka.




Czy widzieliście piękniejszy damski zegarek? (przynajmniej lepiej zareklamowany?)

Dior VIII from Piotr Stoklosa on Vimeo.

Piotr idealnie odzwierciedla reklamowany produkt. Luksus czuć już od pierwszych sekund. Muzyka, zdjęcia, realizacja- mistrzostwo. Gdyby istniały Oscary za najlepsze reklamy- Piotr byłby bezsprzecznym faworytem. Chapeau bas Panie Stokłosa!

SG

środa, 8 maja 2013

08.05.2013 Once Upon a Time

Dziś krótko, acz treściwie.
Długo oczekiwany film wyreżyserowany przez samego Karla Lagerfelda.
Chyba się domyślacie czego on może dotyczyć.
W tym roku obchodzimy 100 lecie marki Chanel. Mistrz pieczołowicie zadbał o to, aby ta rocznica była tą wyjątkową.
W roli głownej Keira Knightley i czołówka światowych modelek.
Film możemy obejrzeć na stronie:



SG

wtorek, 7 maja 2013

05.07.2013 Coś o niczym.


Cześć,

zapowiadałem recenzje z pokazów Michała Szulca i Natalii Jaroszewskiej. Nie wiem dlaczego, ale brak mi pomysłu od czego zacząć i w jaki sposób rozwinąć moje przemyślenia. Zdecydowałem, że będzie krótko i bezboleśnie.

Michał Szulc. Nic odkrywczego. Proste sylwetki. Zestawy w większości składające się z sukienki, spodni i dziwnego czegoś na wzór szalika. Całość mi się kojarzyły z Anglią i uczennicami w mundurkach uczęszczających do publicznych szkół.  Wszystkie „modelki” (jedna modelka chodziła prawidłowo, reszta- bez komentarza) zostały wyposażone w białe Conversy. Uwielbiam ten typ obuwia i użytkuję na co dzień, jednak nie sądzę, aby nadawały się na Fashion Week. Odniosłem wrażenie, że projektantowi brakło pomysłu i poszedł na łatwiznę. Całość broni się ciekawymi płaszczami i doborem materiałów.

lamode.info

lamode.info

Natalia Jaroszewska. Jak już wcześniej wspomniałem, bardzo szanuję jej twórczość. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to Ellie Saab, dlatego też kolekcja nie była oszałamiająca i odkrywcza, ale za to bardzo ładna i kobieca. Lejące materiały, które falowały na wybiegu prezentowały  się świeżo i lekko. Dało się zauważyć, że modelki odnajdują się w jej „opowieści” którą starała się Nam opowiedzieć. Bardzo podobał mi się dobór muzyki. Jeden kawałek do dziś chodzi mi po głowie. 


Nie kupiłem jednak ostatniej strony z tej książki. Mianowicie, koronkowa suknia, która by była piękna bez skórzanych wstawek. W przeszłości Jaroszewska robiła już ten zabieg łącząc ciężkie tkaniny z tymi delikatnymi. W tym roku- totalna katastrofa. Panele wyglądały jakby ktoś na chwilę przed pokazem nieudolnie je przymocował.

www.jaroszewska.eu

www.jaroszewska.eu



To tyle.

Gdy pogoda nie dopisywała, a po zajęciach był względny luz, w zaciszu akademiku znalazłem zakątek, który mnie pochłonął na kilka godzin. Otóż, youtube. 
Wiem, odkryłem Amerykę. Na co dzień wykorzystuję ten portal do znajdowania nowych kawałków, czy tutorialii dotyczących wiązania krawatów.
Przechodząc do sedna, nie wiedziałem, że na YT znajduję się tyle inspirujących pełnometrażowych filmów. Dziś skupię się na tych dotyczących jednej z moich pasji- mody.
Te dwa nazwiska każdy powinien znać każdy:
  Roitfeld

 

Ford



Carine Rotfield była naczelna redaktor francuskiego wydania Vogue. Po 10 latach wyznaczania trendów odeszła. Tak po prostu.
Zaczęła współpracować z Karlem Lagerfeldem i z największymi domami mody, a kilka sezonów później wydała swój autorski magazyn CR Fashion Book. Dałbym się pokroić, aby być w jego posiadaniu. 
Podczas filmu to CR jest Tym razem jest klientką  największych potentatów modowych w Paryżu. Serdecznie polecam.


Drugi przygotowany dla Was klip dotyczy Toma Forda. 
Były projektant Gucci, który wzniósł na wyżyny upadającą markę. Dziś dumnie stoi na czele swojej marki. Statystyki mówią same za siebie. Tom ma smykałkę do interesów i wie doskonale co się sprzedaje, a co odeszło do lamusa. W filmie możemy zaobserwować cały cykl jego sposobu projektowania.
Co mi się najbardziej spodobało to to, że rozważa każdy aspekt tematu i bardzo osobiście podchodzi do swojej twórczości. Na żywca przerabia swoje ubrania, aby były perfekcyjne. Zrozumiecie jak obejrzycie.


pozdrawiam,
SG.

sobota, 27 kwietnia 2013

27.04.2013 Fashion Weak.


Cześć,
Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że Łodzi Fashion Week będzie idealnym tematem do rozpoczęcia mojego nowego bloga. Prawdę powiedziawszy chyba nie mogłem trafić gorzej.

Piątkowy wieczór, zmęczony po podróży (serdeczne pozdrowienia dla PKP) udałem się po moje zaproszenia na ul. Tymienieckiego. Ktoś może zapytać, dlaczego wyczerpany i pognieciony poszedłem do „ostoi stylu i szyku” po wejściówki. Odpowiedź jest prosta. W tym roku organizatorzy podzielili imprezę na dwie lokalizacje. Pokazy Off odbywały się na ul.Pomorskiej, a „te lepsze pokazy” i Showroom znajdowały się na ul.Tymonieckiego.
Chcąc w sobotę rano zacząć od Off-ów musiałbym się udać najpierw na Tymonieckiego gdzie jest recepcja, a później na drugi koniec miasta na Pomorską, a po prezentacji ponownie na tę pierwszą. Z mojego punktu widzenia, logistyczna porażka ze strony organizatorów.

Ponownie poczułem ten dreszczyk emocji jak rok temu po przekroczeniu progu białego namiotu. Masa kolorowych i różnych ludzi. Jednych bardziej podobnych do swojego gatunku i płci, drugich mniej.
Modę należy rozumieć, jednak również trzeba wiedzieć jak się z nią obchodzić. W paru przypadkach miałem pewne zastrzeżenia, jednak nie jest z wykształcenia krytykiem modowym dlatego trzymam się zasady „milczenie jest złotem, jeśli nie chcesz dostać w twarz”.
Wracając do tematu, mój plan na sobotę uległ modyfikacjom jak to zwykle bywa. Korzystając z okazji odwiedzenia włókienniczej stolicy Polski miałem kilka bardzo ciekawych spotkań, co uniemożliwiło mi udział w pokazach Off.

Cały dzień na nogach lub w tramwaju (przy okazji, dlaczego w Łodzi nie ma biletomatów? Niby drobnostka, a jak ułatwiłaby życie) z pustym żołądkiem, skonany udałem się do wcześniej wspomnianej ostoi.
Pomyślałem: - Całe pół roku na to czekałem. Moda. Dużo mody. Trzeba brać garściami i nałapać tyle inspiracji ile się tylko da.
Z uśmiechem na twarzy po raz kolejny przekraczam ów „magiczny próg” dobrowolnie oddając się prądowi.
Nie minęło kilka sekund, a zderzyłem się z rzeczywistością, a dokładniej z tłumem ludzi i kompletną dezorganizacją.
Pierwsze spostrzeżenie: dlaczego tyle osób ma lewe wejściówki upoważniające prawie do wszystkiego. Czy ktoś to kontrolował? Czy może rzucono w tłum krzycząc „bierzta co chceta” !
Masa gimnazjalistek z plakietkami „obsługa techniczna” lub „support”. Nie zabraniam młodym ludziom interesować się modą, ba, wspieram ich jak tylko mogę, jednak moim zdaniem jakakolwiek selekcja powinna istnieć. Wyznaję zasadę jakości, a nie ilości. Wolałbym zaprosić kilku rzetelnych modowych dziennikarzy i krytyków, którzy stworzą fantastyczne artykuły, niż bandę nastolatek, które jedynie co robią to zdjęcia na pseudo ściance. Jak przez to nas będą postrzegać zagraniczne media? Było mi żal, że po raz kolejny Polska nie traktuje mody na poważnie.

Miałem kilkanaście minut przed pokazem Michała Szulca, dlatego zacząłem zwiedzać showroom. Będąc szczery, w kilku przypadkach byłem pozytywnie zaskoczony. W końcu coś świeżego, klasycznego, a nie krzyczącego „patrz na mnie, mam bluzę z wielką fotografią kota na psychodelicznym tle”.
Zgodnie z zapowiedzią konferansjera pokaz miał się zacząć za kilka minut udałem się posłusznie na widownie. Zanim to jednak nastąpiło należało poczekać dobrą chwilę w tłumie ciasno upakowanych ludzi, który był pod kontrolą zaledwie dwóch ochroniarzy. Savoir vivre tutaj to tylko dwa słowa, które nic nie znaczą.

Z natury jestem człowiekiem bardzo wyrozumiałym i cierpliwym, jednak tym razem przerosło mnie to.

Światła zgasły, a na ekranie pojawił się napis: *no show today.
Pomyślałem- fajne ironiczne rozpoczęcie. W tym momencie z nad mojej głowy wystartowało coś na wzór zdalnie sterowanego samolotu z wmontowaną kamerą. Technologia wpleciona w modę. MCQ by się ucieszył. Kiedy pierwsza modelka wyszła zrozumiałem, że tutaj technologia się skończyła.
Modelka za modelką, a latające „coś” wciąż krążyło nad moją głową podnosząc poziom mojej irytacji i odwracając uwagę od pokazu.
W międzyczasie myślałem „a co by było gdyby to latajace urządzenie spadło na czyjąś głowę?”
Obserwując wybieg w międzyczasie oderwałem oczy na krótką chwilę i rozejrzałem się po widowni. To co ujrzałem skwitowałem krótkim słowem. Podpowiem, że rozpoczyna się na literę „k”.
Podejrzewam iż 4/5 publiczności była skupiona na czymś innym niż powinna. Reszta gawędziła, robiła sobie nawzajem zdjęcia, korzystała z laptopów, ba, nawet rozmawiała przez telefon. W mojej głowie pojawiło się kolejne pytanie: „jeśli ich to nie interesuje, w takim razie po co tutaj przyszli”. Kompletny brak szacunku wobec projektanta. 

Kolejny pokaz. Natalia Jaroszewska. Podczas zeszłej edycji FW miałem zaszczyt i przyjemność poznać osobiście projektantkę której twórczość zawsze lubiłem i szanowałem.
Odstałem swoje w tłumie, po czym przyszło mi siedzieć na brudnych schodach. Litości. To aż tak trudne wydać tyle zaproszeń ile jest miejsc na widowni?

Mimo, iż mogłem zostać na kolejnych pokazach- odpuściłem i ze spuszczoną głową udałem się ku wyjściu. Wyszedłem z założenia, że przyjemniej będzie się to oglądać w domowym zaciszu na wyświetlaczu laptopa.
Ktoś może zarzucić, że w domu nie ma „tej” atmosfery. Skwituję: z podobną atmosferą mam do czynienia jadąc w zatłoczonym autobusie w ciepły sierpniowy dzień. Żadna przyjemność.

Aby nie być takim negatywnie nastawionym gburem dodam, że bardzo mi się podobała wystawa zdjęć. Fotografie Hanny Komasińskiej oraz Pauliny Wierzgacz wywarły na mnie ogromne wrażenie. Gołym okiem widać, że kochają to co robią i wkładają całe serce w swoją pracę.

Podsumowując dochodzę do wniosku, że Fashion Week to niestety Fashion Weak. Moda nie gra tutaj pierwszych skrzypiec. Zdaję sobie sprawę, że to hipokryzja, ale takie odniosłem wrażenie. Nie mogę doczekać się chwili, kiedy moda zacznie się bronić w Polsce i przemówi donośnym głosem dorównując światowym standardom.

Co do recenzji z pokazów, zapraszam w przyszłym tygodniu.
Pozdrawiam,
SG.
Ps. Pytanie od publiczności: Masz jakieś zdjęcia?
Ja: Nie chciało mi się wyciągnąć aparatu.


Hi there,
I do not know why, but it seemed to me that the Łódź Fashion Week is the perfect theme to start my new blog. To tell the truth I do not think I could be worse.

Friday evening, tired after the journey (greetings to the PKP) I went to get my invitations on the street. Tymienieckiego.
Again, I felt the thrill as a year ago, after crossing the threshold of a white tent. Ground color and different people. Some were more similar to their own species and gender, others less.
Fashions should be understood, however, also need to know how to handle it. In a few cases, I had some reservations, however, is not a trained fashion critic why I stick to the principle of "silence is golden, if you do not want to be punched".
Returning to the topic, my plan for Saturday has modified as usual. I take this opportunity to visit the capital of Polish textile had some very interesting meetings, which prevented me from participation in the shows off.

The whole day on your feet or on the tram (by the way, why the Łódz does not have ticket machines? Apparently nothing, and as facilitate life) on an empty stomach, whacked, I went to the aforementioned stand.
I thought: - The whole six months that I've been waiting for. Fashion. Lots of fashion. You have to take handfuls of inspiration and catch as many as we can.
With a smile on his face once again cross the "magic threshold" voluntarily giving up the current.
It did not take a few seconds and collided with reality, and more specifically with the crowd and complete disorganization.
First observation: why do so many people have left passes authorizing almost everything. Did anyone monitor? Can thrown into the crowd shouting "SALE"!
Weight teenagers with badges "support" or "support". I do not forbid young people interested in fashion, indeed, support them as much as I can, but I think there should be any selection. We acknowledge the principle of quality rather than quantity. I'd invite a few reliable fashion journalists and critics who create fantastic articles, than a bunch of teenage girls who take it only photos on a pseudo panel. I was disappointed that once again Poland does not take fashion seriously.

I had a few minutes before the Michał’s Szulc show, so I started to take a round in  the showroom. Being honest, in some cases, I was pleasantly surprised. Finally something fresh, classic, and not screaming "look at me, I have a sweatshirt with a large photograph of a cat on a psychedelic background."
According to the announcement show was about to begin in a few minutes I went obediently to the audience. Even before that had to wait a good while in the tightly packed crowd of people who were under the control of just two bodyguards. Savoir vivre here are two words that do not mean anything.

I am very tolerant and patient, but this time I was overwhelmed.

The lights went out and the screen shows the message: * no show today.
I thought-cool ironic start. At this moment something like a remote-controlled aircraft with the built camera got in the air. Technology woven into fashion. MCQ would be pleased. When the first model came out, I realized that technology is over here.
Model after model, a flying "something" still was flying over my head raising my annoyance and attention away from the show.
In the meantime, I thought "what would happen if this flying machine fell on someone's head?"
Observing the run in the meantime I tore my eyes for a moment and looked around the audience. This is what I saw summed short word. It begins with the letter "f".
I suspect that one fifth of the audience was focused on something other than it should be. The rest was chatting, doing each other's photos, use of laptops, nay, even the phone. In my head there was another question: "If they're not interested, then why come here." The complete lack of respect for the designer.

The next show. Natalia Jaroszewska. Durring last edition of FW I met personally her whose work I've always liked and respected.
After standinf in the crowd, I had to sit on the dirty stairs. Pitty. It's so hard to print as much invitations as there are seats in the audience?

I  gave up and went toward the exit. I assumed that it would be better to watch it at home on a laptop screen.
Anyone can accuse that the house does not have "the" atmosphere. I would say: I have a similar atmosphere in a crowded bus on a warm August day. Such a fun.

To not be such a negative adjusted boor add that I thoroughly enjoyed an exhibition of photographs. Hanna’s Komasinska and Paulina’s Wierzgacz photographs had huge impression on me. I could see that they love what they do and put their heart into their work.

To sum up, I conclude that Fashion Week is unfortunately Fashion Weak. Fashion is not the most important issue. I realize that it is hypocritical, but that was my impression. I cannot wait for the moment when the fashion begins to defend Poland and speak in a loud voice, matching international standards.

As for the reviews of the shows, come next week.
Regards,
SG.
Ps. Question from the audience: Do you have any pictures?
Me: Are you f*** kidding me?