niedziela, 23 czerwca 2013

Się zakochać.

Cześć,

mam nadzieję, że już część z Was jest już po sesji. Ja niestety nie należę do tego grona (jeszcze). Na dodatek rozłożyło mnie coś grypo-podobne. Polecam iść na egzamin naćpanym polopiryną. Nigdy nie dochodziłem do takich wyszukanych wniosków, a słowa i definicje same się mi w głowie układały. Być może było to spowodowane tym, iż wszystko było mi obojętne. Nie stresowałem się, a jedyne co mi siedziało w głowie, aby jak najszybciej znaleźć się w łóżku i odpocząć.

Tytuł dzisiejszego posta nie jest przypadkowy. Każdy chce się zakochać i być kochanym. Ja swoje serce zostawiłem we Francji.
Będąc tam kilkakrotnie, ten kraj nigdy nie przestał mnie fascynować i zadziwiać. Może nie zabrzmię jak prawdziwy patriota, ale chciałbym być Francuzem, albo mieć ciotkę do której mógłbym jeździć podczas każdych wakacji czy ferii.
Swoją przygodę zacząłem od dwutygodniowej wymiany szkolnej będąc jeszcze w gimnazjum. Nie zapomnę nigdy jak przez "przypadek" zajadałem się móżdżkiem jagnięcym, nie wiedząc za bardzo co to jest. Gdy papa Rene, tak nazywałem ojca mojego kompana z wymiany, uświadomił mi kalecząc po angielsku, że jest to "inside head". W tym momencie przestało mi smakować.

Dostaje hopla na widok wszystkiego z niebiesko-białą-czerwoną flagą. Zgadnijcie u kogo w pokoju wisi empikowski plakat z wieżą Eiffela -.-

Dziś będzie o pewnej książce, która przypadnie do gustu każdemu fanatykowi.
"Zakochany Paryż" napisana przez Oliviera Magny.

Gdy zobaczyłem tytuł, od razu zaświeciły mi się oczy. Nawet się nie zastanowiłem, a już wychodziłem z księgarni z uśmiechem na twarzy nie wiedząc dokładnie co kupiłem.
Jak się później okazało, jest to zbiór wskazówek, opisów czy legend na temat francuskiego narodu.
Nie jest to typowa książka, którą się czyta od deski do deski, a tak na prawdę sięga się po nią od czasu do czasu, aby wróciły wspomnienia i zabawne historie.
Z ręką na sercu- wiele tych sytuacji i opisów ma miejsce w rzeczywistości. To jak Francuzi traktują przyjezdnych, czy zabawnych ludzi, czemu tak się ubierają a nie inaczej, dlaczego prowadzą taki tryb życia czy kochają paryskie metro.


Każdy rozdział kończy się "wskazówką" podpowiadająca jakby zachował się Francuz w danej sytuacji i przykładowym zdaniem, które na pewno padłoby z jego ust.


Całość została wydana w prosty i przejrzysty sposób. W środku znajdziemy kilka fotografii, niestety
czarno-białych. Zastanawia mnie tylko fakt, dlaczego redakcja postanowiła użyć różowego koloru do wydruku tytułu. Nie mam klapek na oczach, czy różowstrętu, jednak wydaje mi się, że przez to książka jest adresowana tylko do kobiet. Oryginalne wydanie jest utrzymane w czarno-czerownej kolorystyce, a cała oprawa wydaje się być bardziej przystępna i "francuska". Mały minus dla polskiego wydawcy.


SG


7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakochać się we Francji nie jest trudno, za to odkochać się? Obawiam się, że to w ogóle niemożliwe. Było mi dane zobaczyć Paryż przeszło dwa lata temu, a dalej mam wrażenie jakbym dopiero co stamtąd wróciła, obrazy na długo utkwiły w pamięci, a miasto zapuściło swe korzenie głęboko w moim sercu, marzę by wrócić tam znowu pewnego dnia :) Nie miałam okazji przeczytać jeszcze Zakochanego w Paryżu, szczerze mówiąc tytuł obił mi się o uszy, ale książka nie przeszła mi przez ręce. Dziś przypadkiem trafiłam tu na bloga i bardzo się cieszę, bo książkę od razu zamierzam dodać do listy: "do przeczytania w wakacje", a podróżowanie przez miasta jeszcze raz za sprawą fabuły książek sprawia mi wielką radość!

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo... Przeczytam na pewno! Tak jak powyżej napisała Truskawka - książka dołączy do stosiku moich wakacyjnych lektur. Orientujesz się czy książka w oryginale została napisana po francusku? Znalazłam gdzieś w internecie, że tytuł brzmi "Dessine-moi un Parisien" i nawiązuje do Małego Księcia (którego uwielbiam!). Poza tym PARYŻ... Co tu dużo mówić :)
    Powodzenia na sesji, ja jeszcze walczę :) Byle przeżyć do piątku i później w końcu chwila oddechu.

    OdpowiedzUsuń
  4. fajna recenzja :)

    monic-dzej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak najdziesz po francusku to pamiętaj o mnie, poproszę jeden egzemplarz :) No chyba, że też uda mi się jeszcze w tym roku wybrać do Francji...

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  6. PAAAAARYŻ!


    Co do zdjęć to racja,iż Joanna robi lepsze zdjęcia, poniewaz z zawodu jest fotografem. niestety nasza współpraca jest uzależniona od czasu i miejsca,bo dzieli nas 250km. Ale od października Warszawa na stałe więc zdjęcia będzie robić już tylko Joanna :)

    OdpowiedzUsuń